Re: Klimaty k-h

Autor: cofala@bdm.com.pl (Zbigniew Cofała)

pl.listserv.chomor-l

[ Wspomnienia z burzliwej młodości. Wniosek kolegi od dżdżownic powala. ]

X M a wrote:

I jeszcze jeden delikwent: kiedyś jak jeszcze byłem very young, na osiedlu była taka paczka, jeden malec chciał się tam dostać, więc guru wymyślił dla niego zadanie, żeby coś zjadł. Koleś znalazł jakiegoś śmiecia na ziemii i na oczach wszystkich to zjadł. Potem pokazał że wszystko da się zjeść (nawet te najgorsze świństwa, fuj!). Czego to idioci nie zrobią żeby zaszpanować...
W technikum mieliśmy jak wszyscy obowiązkowe spędy młodzierzowe w celu wiosennego oczyszczania miasta (zbieranie śmieci, grabienie liści, przekopywanie klombów przed szkołą etc. - każdy pewnie pamięta). No i podczas takiej akcji nasz dyżurny klasowy wesołek wyciągnął z ziemi dżdżownicę. Popatrzył po nas, pomyślał i powiedział:
- Jak się złożycie dla mnie po 100 złotych (wczesne lata osiemdziesiąte!) to ją zjem.

Wybałuszyliśmy gały ale każdy wyciągnął stówe i urosło z tego jakieś półtora koła. Przemek przetarł biedne zwierzątko żeby nie było brudne z ziemi i wrzucił do swej paszczęki. Nie wierzyliśmy własnym oczom - mi zrobiło się naprawdę niedobrze. No ale kolega zainkasował kasę i wróciliśmy do zajęć społecznych. Po chwili inny kolega wyciąga z ziemi drugą dżdżownicę, z tym że taką na jakieś 20 cm i woła (dla żartów, oczywiście):
- Te, Przemek a taką zjesz?!
Przemek popatrzył i mówi:
- Ale taką to co najmniej za 200 złotych od łebka.

Zamurowało nas, ale niektórzy w (tym ja) się złożyli. Zebrała się podobna suma jako że mniej ludzi było już skorych do obserwowania poczynań smakosza i nawet wycofali się w kierunku szkoły (wymiękli). Ja trzymałem się dzielnie dopóki Przemek nie pokazał języka; cały zielony; obrzydliwy widok po pogryzionej dżdżownicy (samo białko chłopaki, czyste i zdrowe białko, spróbujcie sami...). Wtedy mnie osobiście zemdliło, na szczęście zdołałem nie pojechać do Rygi.

A najlepsze że za parę dni mieliśmy lekcję francuskiego i były sprawy dotyczące francuskiej kuchni (żaby, ślimaki etc). Lektor od francuskiego tłumaczy że w różnych krajach są różne zwyczaje, to co nam się wydaje obrzydliwe inni mają za przysmak. Wtem Przemek wypala:
- Ja to rozumiem, bo na przykład mój wujek to on potrafi zjeść kanapkę z żółtym serem i z dżemem. Ja to bym się chyba porzygał na sam widok....