Autor: piotr.chimko@pilot-f.pl (Piotr Chimko)
Subject: Re: Teraz ja
Newsgroups: pl.listserv.chomor-l
Date: 18 lipca 2000

Politechnika Wrocławska. W instytucie są dwie bliźniacze sale wykładowe obok
siebie. Równoległe. Obie są "pochyłe", dość duże i mają dwa wejścia/wyjścia
- z góry i z dołu. Wykład z czegoś nudnego. Poniedziałek, godzina 7.30,
środek zimy. Profesorek siedzi za katedrą. W pierwszym rzędzie kilkoro
ambitnych studentów z oczami na zapałkach, albo wręcz pokładających się na
stołach...

(P)rofesorek (głosem zaspanym): Czy ktoś mógłby pójść po kredę do sąsiedniej
  sali, bo zabrakło?
Cisza... cisza...
(S)tudent siedzący jako pierwszy z brzegu nie mniej zaspany wstaje i bez
słowa kieruje swe kroki w kierunku górnego wyjścia. Człap, człap, człap...
Wychodzi. W sali cisza. Słychać miarowe człap, człap, człap z korytarza.
Otwierają się drzwi z przodu. Wchodzi TEN SAM goster i nie podnosząc głowy
pyta:
(S) Czy ma pan może kredę? Bo w sąsiedniej sali zabrakło.
(P) Nieeee... niestety. U mnie też zabrakło.
(S) Aha... to przepraszam.
Wychodzi. Słychac miarowe człap, człap, człap... Goster wchodzi góra. Powoli
schodzi. Człap, człap, człap... Siada w ławce i mówi:
(S) Niestety... obok też zabrakło...