Autor: teklak@rubikon.pl (Radek Teklak)
Subject: Re: Pana motorniczego ze mnie nie obudził
Newsgroups: pl.pregierz
Date: 7 Feb 2001 10:17:35 CET
Message-ID: <95r436$32a$1@news.ipartners.pl>

No dobra, skoro się licytujecie. Ja kiedyś chciałem przejechać jeden
przystanek. Była 5 rano, ja akurat po szampańskiej imprezie wyszedłem z
klubu-pubu Bolek na Polach Mokotowskich i zapragnąłem udać się do metra
jako, że te śmieszne wagoniki mogły dowieźć mnie do domu. Ale do metra całe
500 m. więc stwierdziłem, że poczekam na autobus. Autobus podjechał, ja na
swoje nieszczęście usiadłem i chwilę potem usłyszałem krzyk kierowcy: Panie,
wysiadasz pan czy jedziesz dalej? Zobaczyłem, że jestem na pętli (tej dobrej
na szczęście bo też przy stacji metra aczkolwiek nieco innej, niż pierwotnie
zaplanowana jako stacja startowa), wysiadłem z autobusu, przetarłem
spuchnięte oczęta, wydłubałem z nich śpiochy i zerknąłem na zegarek.
Dochodziła 12. Ktoś ma coś jeszcze do powiedzenia w temacie pętlenia w
autobusach?

I druga historia jak wracałem z urodzin kumpla. Traf chciał, że po kilku
godzinach jeżdżenia autobusem nocnym, wylądowałem w centrum stolycy. A że
pora podchodząca była już, to i wsiadłem w metro. Naprawlen'je Ursynów, 3,
2, 1 ... start i poooooszli. Ustały nieco byłem a i stacji do przejechania
miałem 7 więc przysiadłem na moment.

'Panie, wysiadasz pan?' - rzut oka na peron potwierdził najgorszy
scenariusz; byłem na stacji końcowej Kabaty. Przeszedłem na drugą stronę
peronu i wsiadłem w powrotne metro. Tym razem do przejechania było tylko 4
stacje ale ja przez ten niespokojny sen byłem zmęczony jeszcze bardziej.

'Piiiiip, uwaga, stacja końcowa, proszę o opuszczenie wagonu'
Cholera, znowu Centrum. Tuta tita, tuta tita, welcome to the twilight zone
when normal things doesn't happen very often'.

Schodami w górę, schodami w dół. Kierunek Ursynów. Tym razem wziąłem się na
sposób, namierzyłem jakąś bardziej urodziwą kobietę, siadłem naprzeciw niej
i zacząłem się w nią gapić, żeby nie zasnąć. Niestety, wysiadła bodajże na
Wierzbnie - 3 stacje przed celem.

Tuuuut, tuuut, stacja końcowa Kabaty, proszę wysiadać.
'Aaaaaaaargh..., umrę w tym metrze, to jakiś pieprzony Dzień Świstaka 2, ja
tego jeszcze raz nie przeżyję. Chce mi się jeść i spać. Pomooooocyyyy...'
Tym razem musiało się udać, tylko 4 przystanki. Przyjrzałem się podejrzliwie
współwsiadającym, oni musieli siedzieć w tym spisku po uszy. Tym razem nie
miałem zamiaru dać się tak łatwo podejść. Pierwsza stacja - wzięta, druga -
wzięta, Stokłosy - jestem prawie w domu, i w tym momencie poczułem senność.
Teklak, nie możesz być mientki, dasz radę i uszczypnąłem się z całej siły w
udo. Stacja Ursynów - ha, ha, home, sweet, home. Nie był to jednak koniec
podłych knowań wymierzonych we mnie. Po wyjściu z metra, otrzymałem w twarz
taki podmuch mroźnego wiatru, że pomyślałem: to koniec, zaraz me fizys
zamarznięte oddzieli się od reszty głowy i upadnie w zaspę. To było
najdłuższe 300 metrów w moim życiu. Po wejściu do domu, tajałem jakieś 5
minut po czym zległem snem strudzonego. Koszmar.

Radek MWZ Peace III taki trochę birbant
--
Człowiek się rodzi (...) a potem nie może wrócić z imprezy do domu bo mu
walą kłody pod nogi.