Re: Zasadzki :) Niby nic, ale czemu wyprzedza!?

Autor: jhojna@friko7.onet.pl (Jakub Hojnacki)

pl.misc.samochody

To ja opowiem o "wielkich" prędkościach, ale nieco humorystycznie.

Jechaliśmy z kumplem w górki. Zakopianka, machamy rączką. Zatrzymała się Nysa - jak się jeździ stopem to się nie wybiera. Trzech gostków stwierdziło, że podrzucą nas do Nowego Targu. Wryliśmy się do tyłu niemiłosiernie zawalonego jakąś aparaturą medyczno-sanatoryjną (wanny, prysznice, cuda na kiju). Pojechaliśmy. Gostek wlókł się 70-ką po czteropasmówie dopóki nie zajechał mu drogi jakiś rachityczny Żuk. I wtedy się zaczęło. Zaczęliśmy wyprzedzać cud techniki z Lublina, ale ten nie chciał się dać. Zaczął się (jak to na Zakopiance) spory podjazd. Gość w Nysie przy 70 km/h zredukował na trójkę mając w oczach: "Dobra, a teraz łapcie tłoki i wsadzajcie z powrotem do cylindrów". Nysa na górze mając na liczniku 58.5 km/h była o swoją kaprawą maskę do przodu. To nic, że za nami ciągnął się sznurek eleganckich samochodów. Regaty "na szczycie" trwały. Niestety, Pan Mietek w Żuku za cholerę nie chciał się poddać. Droga opadała dłuuuuugim zjazdem. Oba bolidy pędziły obok siebie. Lekko drżąc licznik Nysy wskazywał 90, 95, 100, 105, 110, 111.367 i tak się zatrzymał. Byliśmy z kumplem zielono-fioletowi ze strachu, trzymaliśmy się kurczowo superwygodnych taborecików auta, wszystko się trzęsło, wanny i prysznice latały z tyłu jak żywe, hałas 200 decybeli. Na szczęście skończyła się góra i wymiękł Żuk. Nysa majestatycznie zjechała na prawy pas tracąc III kosmiczną i wysypały się zza niej samochody.

Był to mój rekord prędkości w tym aucie.

Drugie zdarzenie. Wlekliśmy się Favoritą 80-ką (z cyklu "rodzinka na wczasach", przyczepa kempingowa, itp.) dwupasmówką gdzieś pod Toruniem. Tłok makabryczny na drodze, wszyscy ze śmiercią w oczach wyprzedzają. Co raz to jakaś "maszyna" z rykiem silnika wyprzedza naszą spokojnie toczącą się Szkodowkę. Nagle ryk jakby większy, coś się pcha dużego. Niesłychanie wolno przesuwał się obok nas (kopcąc jak zepsuta elektrownia) Robur. Nie wiem ile toto może, jechało może z 90. Wszyscy trzej goście w środku mieli pełną koncentrację na twarzach, miny zacięte, kierowca ręce kurczowo zaciśnięte na kierownicy. Pełne skupienie. Podpowiedziałem starszemu żeby wyobraził sobie rajdowego Robura z nalepkami naokoło i spojlerem z przodu, a tych gości w kaskach ze ściągawką z zakrętów. Ładnie płakaliśmy.