Autor: LechuPe@yoyo.pl (Lechu P.)
Subject: Strzelilem do dresa :-O
Newsgroups: pl.misc.samochody
Message-ID: <9b1drt$k0e$1@porthos.nl.uu.net>

A jednak w życiu zdarzają się historie jak z amerykańskich filmów klasy B...

Otóż moja droga do pracy przebiega obok gmachu sądu. Dokładnie przed wejściem
do budynku 4-pasmową jezdnię przecina przejście dla pieszych z zamontowaną
sygnalizacją świetlną.

Zatrzymałem się przed czerwonym światłem, z przeciwnego kierunku nadjechało
czerwone punto, kierowane przez kobietę, które zatrzymało się na lewym pasie.

Obserwowałem leniwie malującą się niewiastę w Punto, gdy nagle z
zaparkowanego na chodniku po mojej prawej stronie policyjnego Volkswagena
wyskoczył nieduży dres i chyżo pomknął przez pasy na drugą stronę (należy
podkreślić, iż zrobił to już przy migającym zielonym sygnale, zatem popełnił
wykroczenie).

Dres przebiegł mi przed maską, po czym dopadł czerwonego Punto, jednym
pociągnięciem otworzył drzwi kierowcy i brutalnym szarpnięciem wyciągnął
przerażoną białogłowę z samochodu.

Trzech funkcjonariuszy, którzy ruszyli w pościg za dresem, miało niestety
kilkanaście metrów straty do wyjątkowo utalentowanego w nogach młodzieńca.
Sytuacja zrobiła się dramatyczna...

I wtedy gorączkowo szukając sposobu pomocy organom ścigającym, wzrok mój
padł na drugie śniadanie, spoczywające na fotelu pasażera.  Niewiele myśląc,
chwyciłem papierowe opakowanie, nadmuchałem i błyskawicznym ruchem otworzyłem
drzwi uderzając torebką o szybę.

Rozległ się głośny wystrzał. Dres znieruchomiał, a następnie wiedziony
instynktem samozachowawczym padł pośpiesznie na asfalt.  Trzech
funkcjonariuszy, wiedzionych tym samym instynktem, również padło - lecz
wpajane godzinami szkolenie wzięło górę nad amatorskimi reakcjami dresa - i
stróże porządku zerwawszy się o ułamek sekundy wcześniej, dopadli złoczyńcę.

Przeciągłe westchnienie ulgi wydobyło się z niedomalowanych ust właścicielki
Punto, i biedna kobieta łagodnie osunęła się na fotel.

Niestety nie dane mi było wykazać się znajomością procedur udzielania
pierwszej pomocy, albowiem rosły aspirant energicznie ścisnął mi rękę,
gratulując obywatelskiej postawy i sugerując nietamowanie ruchu, albowiem w
międzyczasie światło zmieniło się już na zielone.  Odjechałem zatem w
poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i niezłomnym postanowieniem zakupu
większej ilości papierowych torebek śniadaniowych.

Licho nie śpi ;-)